22.1.16

Zaginiony John - Rozdział 1

„Ktoś mi kiedyś powiedział, bym nie mylił sympatii z miłością...
Żebym nie mówił Kocham zanim nie będę pewny, że nie chodzi mi tylko o przyjaźń... 
Bo wtedy mogę zranić nie siebie, a tę drugą osobę, która odwzajemniła moje uczucie... 
To wszystko jednak zadziałało u mnie odwrotnie. 
Pomyliłem miłość z sympatią... 
Powiedziałem Przyjaźń, a tak w głębi serca chodziło mi o Miłość... 
Nie raniłem tej drugiej osoby, tylko siebie... 
Dlatego jestem zmuszony powiedzieć Żegnam.
Osobę, która pierwsza przeczyta ten list proszę o przekazanie mojego pożegnania: 
Molly Hooper – przyjemnie się z Tobą współpracowało; 
Sally Donovan – cieszę się, że Cię poznałem. Powodzenia w policyjnej karierze; 
Inspektorowi Lestrade – Współpraca z Tobą była bardzo interesująca. Obyś radził sobie bez detektywów doradczych; 
Mycroftowi Holmesowi – cieszę się, że poznałem kogoś kto sprawił, że Sherlock nie wydawał mi się aż takim kretynem. Twoja sekretarka, Anthea jest chyba uzależniona od telefonu... Wyślij ją może na odwyk.;
Pani Hudson – przyniosła mi Pani nieocenioną pomoc. Dziękuję za wynajęcie mi pokoju, pomoc w czynnościach domowych, a także za te wszystkie rady, które od Pani usłyszałem; 
Sherlockowi Holmesowi – Dziękuję za wprowadzenie mnie w świat tajemnic i zagadek. To dzięki Tobie udało mi się szybciej wrócić do codzienności po powrocie z wojny.

Żegnam Was wszystkich. 
Myślę, że już się nie zobaczymy... 
Nie szukajcie mnie.
J.H. Watson”




- „Nie szukajcie mnie.” Jak to mamy go nie szukać... To przecież niepoważne. Nie może tak po prostu odejść... Prawda, Sherlocku? - biadoliła pani Hudson.
- Proszę się uspokoić... Muszę pomyśleć... Gdzie mógł się ukryć John Watson?
- Może jest u siostry...?
- Za proste... Nie przepada za swoją siostrą... Są pokłóceni... Nie wytrzymałby z nią długo... A może on wie, że wiemy, że to za proste i dlatego tam się ukrył, myśląc, że nie sprawdzimy... Może jest gotowy na to chwilowe poświęcenie...Sprawdzimy to. Chociaż mógł też się domyśleć, że mimo wszystko sprawdzimy i ukrył się gdzie indziej, sprawiając, że zmarnujemy czas... A wtedy on zdąży znaleźć inną kryjówkę niż ma teraz...
- A może jest u jakiejś dziewczyny? - rzuciła w ciemno Molly, którą Sherlock wyciągnął wcześniej z pracy.
- Nie bądź niepoważna... - odpowiedział detektyw. - Napisał, że jest zakochany... Miałby od razu pobiec do innej? To nie w jego stylu... Ewentualnie mógłby pobiec do tej, którą kocha, wyjaśnić to i owo, a dopiero później uciec ze złamanym sercem... List pisany był rano, więc teraz mógłby już być u niej i bredzić o uczuciach... Tam trzeba poszukać go najpierw... Może będą jakieś dalsze ślady... Może wspomniał tej swojej wybrance o domku w górach, albo Willi odziedziczonej po zmarłym na raka kuzynie... Chociaż to jest nieprawdopodobne... Gdyby miał wille to by ją sprzedał, przez brak środków na utrzymanie... Bo wiecie, ktoś tam musi sprzątać. John nie dałby rady ogarnąć sam całej willi, a przecież wiemy, że kocha porządek...
- Och, Sherlocku! - zniecierpliwiła się Pani Hudson.
- Odbiegłem od tematu... To nie zmienia faktu, że tak by właśnie było... Nie możemy zapomnieć o odwiedzeniu jego siostry. Myślę, że najlepiej by było kogoś do niej wysłać, żeby reszta nie musiała marnować czasu... Proponuję Lestrade'a... On i tak nic nigdy nie robi. Mógłby się do czegoś przydać. Zawiadomisz go Molly? Dziękuję. Teraz się trzeba zastanowić w kim mógł się zakochać John... To musi być ktoś bliski... Najprawdopodobniej to jedna z osób z listu. Nie wiem kto jeszcze mógł być dla niego bliski, oprócz tych kilku osób... Przeważnie wiem o jego związkach, mimo że on wie, że nie lubię o nich słuchać... Nie mówił mi nigdy o kimś, w kim mógłby się zakochać... A mówi przecież bardzo dużo...
- Ale chyba nie tak dużo jak Ty...
- Co mówiłaś, Molly?
- Lestrade zaraz przyjedzie.

- Och, dobrze... Na czym to ja... Reszta osób w tym czasie będzie musiała znaleźć jego obiekt zainteresowań... To nie powinno być trudne. Lista jest bardzo krótka. To będzie Molly i Sally... A i wspomina jeszcze Anthee... Będę musiał zadzwonić do Mycrofta, by dał jej dziś urlop. Przepraszam, że Pani, Pani Hudson, nie uwzględniłem na liście, ale to trochę nieprawdopodobne, by John pokochał akurat Panią. Z całym szacunkiem, ale chyba nie jest Pani w jego guście.
- Tak, tak, rozumiem... Gusta młodych Brytyjczyków się zmieniły...
- Nie wszystkich... Ja panią uwielbiam. Uważam, że jest Pani czarująca. To jak? Gdzie szukamy go najpierw? Możemy jechać do Molly. Gdy jesteś tutaj – oficjalnie będąc w pracy – on mógł wejść do Twojego mieszkania szykując kwiaty, szampana, czy kubańskie cygara... Ostatnią opcję można wykluczyć... Problemu z wejściem do środka by raczej nie miał... Zamki w Twoich drzwiach są raczej słabej jakości, a on w wojsku się nauczył kilku sztuczek...
- John by nie wszedł do cudzego mieszkania...
- On jest zakochany, Pani Hudson! Ludzie z miłości robią gorsze rzeczy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz