- Co robisz, Sherlocku?
John Watson wszedł do mieszkania przy Baker Street 221B i zobaczył swojego przyjaciela nad stertą notatek... Sherlock nigdy nie robił notatek. Musiała szykować się jakaś akcja. Jakaś sprawa trudna nawet dla Sherlocka Holmesa...
- Sherlocku, coś się stało?
- Dlaczego? - zapytał cicho Holmes. - Dlaczego ja to wszystko rozumiem, a Ty nie?
- Czy to miało mnie obrazić?
- Nie! Dlaczego ja to wszystko widzę po jednym spojrzeniu, a taki Lestrade nie potrafi znaleźć nawet mordercy-amatora? Dlaczego dostrzegam każdy szczegół? Dlaczego po trzech sekundach patrzenia na Ciebie wiem, że właśnie wracasz z pracy, a po drodze z niej zatrzymałeś się kawiarence na rogu? Dlaczego wiem, że jadłeś donuta w czekoladzie z... orzechami? Przecież Ty nie jadasz orzechów, John... Ktoś z Tobą był... Ślady szminki na ustach sugerują kobietę... Dość bliską kobietę... Z kim się umawiasz John... I dlaczego wiem, że to Viki Buffay, mieszkająca przy Lisson Grove 31...?
- Czy Ty mnie śledzisz?
- Nie, nie, nie... Ty nic nie rozumiesz... Nic nie rozumiesz, a to przecież jasne jak słońce...
- W Twoim świecie wszystko jest jasne...
- I o to mi właśnie chodzi! Dlaczego? Nie... Ty wciąż nic nie rozumiesz, prawda? Ja to wszystko dedukuję... Czytam z Ciebie jak z otwartej księgi... Księgi, no właśnie – wskazał dłonią na stolik zastawiony grubymi tomami. - Przeczytałem je wszystkie. Każda mówi, że jesteśmy równi. Ale jak możemy być równi, skoro Ty nie rozumiesz większości wypowiedzianych przeze mnie słów...
- Czy to jest biblia?
- Biblia, Koran, Tora... Wszystko. Przeczytałem je... Mówią, że jesteśmy równi wobec siebie. A nie jesteśmy... Ty mnie nie rozumiesz, ja Ciebie znam po jednym spojrzeniu... Jak to możliwe skoro jesteśmy równi wobec siebie i wobec Boga... Jeśli hipotetycznie założymy, że istnieje...
- Czyli ogólnie chodzi Ci o to, że uważasz siebie za lepszego od innych i to przeczy temu co zrozumiałeś z Biblii...
- Z Biblii, z Koranu... Ze wszystkiego... Ale nie... Nie do końca tak. Ja nie uważam siebie za lepszego... Ja jestem lepszy...
- Pff
- Prychasz? Dlaczego na mnie prychasz? Nie zgadzasz się z tym... Ale przecież sam nie potrafisz dostrzec co dzisiaj robiłem...
- Nie potrafię? To patrz... Zmarnowałeś dzień na studiowaniu ksiąg, których nie potrafisz zrozumieć...
- Nie, John... Zmarnowałem dzień na spróbowaniu zrozumienia tego, dlaczego to ja wszystko rozumiem, a Ty i przykładowo Lestrade nie rozumiecie... Możecie sobie myśleć, że rozumiecie... Możecie mieć szczęście i wpaść na trop, ale to ja wiem, że złodzieje z muzeum przekupili strażnika, po jednym spojrzeniu w jego oczy... Ba! Po spojrzeniu na jego postawę, gdy go wyprowadzali na przesłuchanie... Widziałem, że czuł się oszukany, bo nie zdąży wydać tych czterystu tysięcy funtów, które zostały przelane na konto jego babki na dwa dni przed włamaniem... On jest właśnie przesłuchiwany przez Sierżant Donovan, a ja już rozwiązałem zagadkę...
- Co? Dlaczego nikomu tego nie powiedziałeś??
- Sami do tego dojdą... Złodzieje właśnie jadą do Francji sprzedać te obrazy, ale nie zdążą... Nieistotne... To wciąż nie odpowiada na pytanie dlaczego ja to wiem, a Ty nie... Dlaczego Lestrade nie powiadamia właśnie francuskiej policji...
- Bo mu nie powiedziałeś...
-... która by złapała sprawców na granicy? I tak ich pewnie złapią, zanim ci dotrą do kupca, który miał za zadanie przewieźć je do Hiszpanii, gdzie czeka bogaty kolekcjoner...
- Skąd Ty to wszystko wiesz?
- Nie oglądasz filmów, John?
- Nie. I Ty też nie, jak dobrze pamiętam...
- Tak, pamiętasz... Pamięć masz bardzo dobrą. Nie tak dobrą jak ja, ale świetną... I tu wciąż jest pytanie, dlaczego ja mam lepszą pamięć... Dlaczego pamiętam szczegóły moich pierwszych zleceń, a Ty nie pamiętasz, że mówiłeś mi o Viki Buffay jakieś dwa tygodnie temu? Ba! Nawet zapomniałeś, że dwie minuty temu o niej mówiliśmy... Oczywiście dwa tygodnie temu nie podałeś mi jej adresu, ale ja – przypadkowo – zobaczyłem przez okno, w którą stronę idziesz, a dwa i pół tygodnia temu – dokładnie to była środa, około dwudziestej wieczorem – zapisałeś numer trzydzieści jeden, gdy umawiałeś się przez telefon na spotkanie z „kimś”... Dlaczego ja to wszystko pamiętam, a Ty nie...? Dlaczego ja potrafię zamknąć to wszystko w moim Pałacu Myśli? Ty uważasz takie informacje za nieistotne i gdybym ja się z kimś umawiał, a za trzy dni bym wspomniał o jakiejś osobie, to byś nie umiał połączyć faktów... I dlaczego wciąż nie wiesz o czym mówię?
- A dlaczego Ty nie zauważyłeś, że już dawno przestałem słuchać? - powiedział Watson, wychodząc z kuchni z dwoma kubkami Herbaty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz